Wieczór ormiański

pobrane

 

 

 

 

 

Jutro 2 czerwca  przy ul. Nowy Świat 63 w Warszawie odbędzie się wieczór ormiański zorganizowany przez działającą prężnie Fundację Ormiańską. Będzie można obejrzeć film o Jadwidze Zarugiewicz, Matce Chrzestnej Grobu Nieznanego Żołnierza, której syn Konstanty w 1920 roku  poległ pod Zadwórzem, zwanym ,,polskimi Termopilami”.  Oboje należeli do bliskiej rodziny Witolda Stanisławskiego, a ich losy splatały się z losami  członków rodziny Stanisławskich mieszkającej we Lwowie.

Poza projekcją filmu odbędzie się również prelekcja o pośmiertnych losach Jadwigi Zarugiewicz oraz wykład o 650 latach obecności Ormian na ziemiach polskich. Piękna patriotyczna karta ormiańska w historii Polski może stanowić dopełnienie zbliżających się obchodów stulecia niepodległości Polski. Jako wielka i prężna diaspora Ormianie przyczynili się do rozwoju i rozkwitu ich nowej ojczyzny. Dowodem ich ofiarności jest między innymi bohaterska obecność podczas obrony Lwowa w 1918 roku, w wojnie polsko-bolszewickiej, wreszcie w latach wojny 1939-45 i podczas Powstania Warszawskiego.

Każda inicjatywa wydobywająca z niepamięci liczne ormiańskie życiorysy daje materiał do budowania i umacniania tożsamości młodego pokolenia, przywołuje patriotyczne wzory zachowań w czasach pokoju i wojny, a także wpisuje się w czas rozpoczynających się obchodów związanych z 100 rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości.

Program

Prelekcje:

650 lat diaspory ormiańskiej w Polsce – Dr hab. prof. Włodzimierz Osadczy –  Katolicki Uniwersytet Lubelski

Kościół, naród, państwo w nauczaniu Arcybiskupa Józefa Teodorowicza – Dr hab. prof. Mieczysław Ryba- Katolicki Uniwersytet Lubelski

Siedemdziesiąta rocznica śmierci podpułkownika Waleriana Tumanowicza – Zofia Bohosiewicz Armenian Foundation

Pośmiertne losy ormiańskiej matki Jadwigi Zarugiewiczowej –  Maciej Bohosiewicz Armenian Foundation

Projekcja filmu

Ormiańska Matka- Jadwiga Zarugiewiczowa  symboliczna matka  Nieznanego Żołnierza” – film dokumentalny ,produkcja Armenian Foundation

Wystawa fotografii z wyjazdu na Kresy 2016 r. „Kuty nad Czeremoszem mała stolica Ormian”

Wystawa fotografii ze „Zjazdu Kuzynostwa Ormiańskiego”  – Lipków 2016 r.

Koncert muzyki ormiańskiej w wykonaniu zespołu Musa Ler

Degustacja potraw kuchni ormiańskiej.

 (źródło: http://fundacjaormianska.pl/dzie-ormia-ski-w-warszawie-2-czerwca) 

 

Dzień Żołnierzy Wyklętych

Dziś 1 marca – od niedawna obchodzony jako Dzień Żołnierzy Wyklętych, przez wielu nazywanych Niezłomnymi. Z każdym rokiem obchody mają coraz większy rozmach i coraz więcej ludzi chce wiedzieć, kim byli i co robili. Wydobywani nie tylko fizycznie z dołów na tzw. Łączce i innych masowych grobów, ale wydobywani z niepamięci.

Jakże niedawno – wszak 30 lat to niewiele w perspektywie historii – podobny proces przywracania czci i pamięci przechodzili powstańcy warszawscy i żołnierze AK. W karnawale Solidarności zaczęto wracać do heroicznych wątków Katynia, Powstania Warszawskiego i Powstania Styczniowego. W pieśniach Jacka Kaczmarskiego, w wierszach Herbarta poszukiwano zerwanych nici historii. Tak to się zaczęło.

Potem był kolejny krok. Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęto przypominać historię ludzi, o których najdłużej milczano, których pamięć próbowano wymazać. W ,,Czerwonej Mszy” Bohdan Urbankowski po raz pierwszy po wielu latach przypomniał i oddał cześć antykomunistycznej  partyzantce. Uzmysłowił czytelnikom, jaki zakres miały działania Żołnierzy Niezłomnych, jak głęboki i silny był sprzeciw wobec nowej komunistycznej władzy.  Od pewnego czasu przymiotnik ,,wyklęci” coraz częściej zastępuje ,,niezłomni”.

O Witoldzie Stanisławskim, który walczył w obronie Lwowa, a potem Powstaniu Warszawskim, jego syn Dariusz nie mógł głośno mówić, nie mógł chwalić się nim w szkole. Pamięć kultywowano w domu, nigdy poza jego murami. Dokopywanie się do wspomnień po tylu latach wewnętrznej cenzury było trudne. Z opowieści o czasach wojny wyłania się jednak obraz powiązań konkretnych osób. Biografie zazębiają się i przeplatają. Młody Dariusz przez pierwsze lata po wojnie mieszkał w Bukowinie Tatrzańskiej. Podkradał się pod karczmę na Klinie, by obserwować słynnego Józefa Kurasia ,,Ognia” wraz z oddziałem.

Przykład?

Witold Stanisławski przed wojną mieszkał na Żoliborzu, a jednym z jego sąsiadów był Rotmistrz Witold Pilecki – dziś najbardziej znana postać utożsamiana z etosem Żołnierzy Wyklętych. Obaj trafili do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Witold Pilecki dał się złapać dobrowolnie  we wrześniu 1940 roku. Otrzymał numer obozowy 4859. Miesiąc później trafił tam Witold Stanisławski. Kiedy w łapance zatrzymano jego pasierba, dał się złapać, aby być razem z nim.  Otrzymał numer 5457. Być może mężczyźni spotykali się na apelach, rozpoznali jako byli sąsiedzi z Żoliborza, a może nawet rozmawiali.

Gdy spojrzymy w przeszłość, posłuchamy historii naszych bliskich, miniony czas zdaje się naszpikowany wspomnieniami o niezłomnych ludziach. Tak jak podczas wojny, również po 1945  jedni tracili życie, walcząc w lasach lub po torturach w sowieckich więzieniach, inni starali się podtrzymać drogie sobie wartości inaczej, w cichej codzienności. Losy bohaterów przecinały się i splatały w nieoczekiwanych miejscach i zaskakującym czasie.

Przykład?

Syn Witolda, Dariusz Stanisławski, podtrzymał tradycję rodzinną i został inżynierem hydrotechnikiem.  Na początku lat 60-tych pracował w Centralnym Urzędzie Planowania, w biurze przy ul. Kredytowej. W ciasnym pokoju siedział biurko w biurko ze Stanisławem Broniewskim ,,Orszą”, Naczelnikiem Szarych Szeregów, oraz Janem Rossmannem ,,Wackiem”, biorącym udział w akcjach Szarych Szeregów. Koleżanką Dariusza była także córka Pawła Jasienicy (właść. Leona Beynara),  partyzanta w szeregach 5 Brygady Wileńskiej majora ,,Łupaszki”, jednego z najsłynniejszych oddziałów antykomunistycznej partyzantki

pobrane (1)

Stanisław Broniewski

pobrane (2)

                                                                                                                                                  Witold Pilecki

  pobrane (3)

          Józef Kuraś

pobrane

                                                                                                                                  Paweł Jasienica

 

 

 

pobrane

Kropelka krwi

Jest 11 listopada 2016 roku. Telewizja polska relacjonuje obchody Dnia Niepodległości na Placu Piłsudskiego. Tłumy ludzi, powstańcy warszawscy, wojsko, oficjele, przemówienie prezydenta, orkiestra.

Jakże trudno uwierzyć, że historia polskiego Grobu Nieznanego Żołnierza niespodziewanie skrzyżowała się z historią życia mojej rodziny. Dnia 2 listopada 1925 roku w narodowej mogile na Placu Saskim spoczęła trumna z ciałem bezimiennego bohatera, którą kilka dni wcześniej we Lwowie wskazała siostra mojej prababci, Jadwiga Zarugiewicz. To jej przypadł zaszczyt spełnienia roli Matki Chrzestnej Grobu Nieznanego Żołnierza.

Trudno sobie wyobrazić, jakie uczucia wypełniały wtedy jej serce – jaki trawił ją ból. Pięć lat wcześniej straciła najstarsze z czworga dzieci – syna Konstantego, studenta Politechniki Lwowskiej. Zginął we wsi Zadwórze 17 sierpnia 1920 roku, podczas krawej walki z wojskami bolszewickimi. Niemożliwe  było odnalezienie ciała syna pośród tysęcy mogił poległych wówczas żołnierzy. Matka nie mogła pożegnać i pochować syna w rodzinnym grobie. Nie było jej dane przeżyć żałoby ani jej zakończyć. Nie mogła przyjść na cmentarz w rocznicę śmierci dziecka i zostawić świeżo ścięte kwiaty. Czuła się jak rzesze innych matek, które musiały żyć ze świadomością, że nigdy nie poznają miejsca pochówku swoich synów. Tyle kropel kwi żołnierzy – dzieci wsączonych w przeoraną wojną ziemię.

Dnia 25 października na Cmentarzu Obrońców Lwowa Jadwiga wybrała trumnę, która potem w uroczystym kondukcie wyruszyła do Warszawy, w otwartym wagonie mijając stacje kolejowe miast i miasteczek. Co wtedy czuła? Czy była przytłoczona bólem niezagojonej rany? A może przeciwnie, silna świadomością, że reprezentuje dziesiątki tysięcy matek opłakujących swoje dzieci? Nie sposób odpowiedzieć na te pytania. Na pewno zdawała sobie sprawę, że wskazując ciało kilkunastoletniego, bezimiennego żołnierza w maciejówce symbolicznym gestem nadaje głębszy sens niesprawiedliwej z jej punktu widzenia śmierci własnego syna i wielu innych młodych chłopców.

Czy Jadwidze Zarugiewicz towarzyszyła wtedy jej rodzina? Czy był mąż Andrzej, czy były młodsze dzieci; Stefania, Wacław i Zofia? Czy był mój dziadek, Witold Stanisławski, kuzyn zabitego Konstantego, student tej samej uczelni? To właśnie Witold siedem lat wcześniej poszedł walczyć o Lwów. Rodzicom zostawił pożegnalny list tej oto treści:

Drodzy Rodzice, 
Robię to, co mi każe sumienie. Nie miałbym się za Polaka, jeżelibym mógł i śmiał dłużej patrzeć na walkę, w której giną nasi i w której nie umaczałbym ręki. Czynię powinność względem Ojczyzny –  obowiązkiem jest bowiem moim poświęcić Jej w potrzebie życie – Waszym zaś obowiązkiem świętym jest poświęcić syna, którego przecież na Polaka wychowaliście.

Wasz kochający syn Witold. 

we Lwowie, dnia 2 listopada 1918 roku

List napisał 2 listopada. Kilka lat później, dokładnie tego samego dnia, w wolnej ojczyźnie na Placu Saskim spoczęła trumna z nieznanym żołnierzem.

Z pewnością na lwowskim cmentarzu z Jadwigą nie było jej siostry Katarzyny Stanisławskiej. Zmarła kilka lat wcześniej, złamana rozpaczą po utracie syna legionisty. W chwili wybuchu wojny Zbigniew należał do drużyny strzeleckiej i szybko wstąpił do Legionów. Został postrzelony podczas walk w 1916 roku. Katarzyna pojechała po rannego syna do szpitala w Wiedniu, sprowadziła go do Lwowa, potem przewiozła do sanatorium w Zakopanem. W tym samym roku Zbigniew zmarł w wyniku powikłań i został pochowany w Mogile Legionistów, na zakopiańskim cmentarzu.

Historia wielu polskich rodzin składa się ze skąpych informacji, niekompletnych opowieści o ludzkich losach, sklecanych z fragmentów listów i kartek, z wybiórczych, zniekształconych wspomnień bliskich, które przetrwały w formie legend i przekazywanych z pokolenia na pokolenie anegdot. Im więcej upływa lat od dramatycznych wydarzeń, kiedy historia bezceremonialnie przeszła przez domy i życie naszych przodków, tym trundniejsze jest poszukiwanie i odtwarzanie prawdy – nie tylko faktów, ale także ludzkich przeżyć i myśli.

Czy rzeczywiście jest to zadanie skazane na klęskę?

Zadając sobie to pytanie, idę na Plac Piłsudskiego i staję przed Domem bez Kantów. Tam znajduje się tablica upamiętniająca Jadwigę Zarugiewicz i jej syna Konstantego. Nie umiem odtworzyć ich losów, nikt nie odpowie mi na pytanie, jacy byli na codzień i co przeżywali, gdy historia weszła do ich domu. Czuję tylko, że mikroskopijna kropelka ich krwi wciąż płynie we mnie. Że rodzi się z niej niewytłumaczalne poczucie głębokiej więzi. Dekady mijających lat paradoksalnie ożywiają i wzmacniają pamięć o ludziach, których nigdy nie poznaliśmy. Często to trzecie, czwarte pokolenie wolne od traumy zaczyna wyraźnie widzieć sens minionych wydarzeń i odczuwać duchową wspólnotę z postacią i jej historią, z rodzinną legendą. To, co wielu nazywa sentymentalizmem i niebezpiecznym ideaIizowaniem przeszłości,  przybiera realną postać w konkretnych czynach, decyzjach i życiowych wyborach.

Wszystko dziwnie się sumuje – każda ofiara, smutek, strata, śmierć, ale także radość, narodziny, sukces, marzenie, zrealizowany cel. Kumuluje się i  wchodzi w międzypokoleniowy obieg. To wielka, niewyobrażalna energia wtłoczona w maleńką kroplę krwi.

Rypsyma-Zarugiewicz

 

 

 

 

 

Jadwiga Zarugiewicz

 

ITP--20151101 - 1925-10-29 Lwów - Wybór szcątek Nieznanego Żołnierza

 

Jadwiga Zarugiewicz wybiera trumnę z ciałem bezimiennego żołnierza